środa, 27 lutego 2013
Kiedys spotkałem Owsiaka na pogrzebie jakiejś sławnej osoby...
Kiedys spotkałem Owsiaka na pogrzebie jakiejś sławnej osoby. Podochodze do niego i mowie czesc Owsiak ty skurwysynu. A on tylko Elo i odwraca głowe. Sprzedałem mu blache w potylicie i mowie sluchaj mnie bo ci nie dam kasy na ziarno dla kur. Jurek cos tupnał, cos mruknał ale mowi dobra słucham ciebie cierpliwie, co masz mi do powiedzenia. Czemu sprzedawales uran czeczenom? Jerzy Owsiak powiedział do mnie - ty kurwa gnoju i przykleił mi serduszko do czoła. Potem uciekł do lasu.
wtorek, 26 lutego 2013
Tęczowa Jutrzenka - creepypasta
na samym poczatku musze zaznaczyc, ze nie jest to kolejna pasta z
kosmitami czy pokemonami, ale opis rzeczywistych wydarzen o ktorych bylo
glosno w mediach. ponizszy opis jest jedynym tak pelnym opisem,
stworzonym dzieki moim wieloletnim badaniom.
historia ta wydazyla sie w roku 1992. cala akcja rozegrala sie w polsce, gdzies na akwenach lownych baltyku. jak kazdej wiosny lukasz c. kapitan 'teczowej jutrzenki' przygotowywal swoj kuter do sezonu lownego. kuter ten posiadal niejasna przeszlosc i sam kapitan nie potrafil wyjasnic (lub nie chcial) w jaki sposob wszedl w jego posiadanie. podczas prac naprawczych nastapil wypadek, ktory zapoczatkowal cala tragedie. w trakcie konserwacji silnika, wspolwlasciciel lajby i wieloletni przyjaciel kapitana stracil 4 palce lewej dloni. od tamtej pory wspomniany przyjaciel nazywal ocalony palec 'palcem-grzebalcem' i wprawial znajomych w zaklopotanie, robiac zarty nieprzystajace
staremu wilkowi morskiemu. jednakze nie to stanowilo najwiekszy problem lukasza.
mimo, ze do odwarcia sezonu zostal niecaly tydzien, nadal nie mial on skompletowanej zalogi. oczywistym jest, ze w tak krotkim czasie ciezko znalezc jest osobe, ktora nie tylko posiada odpowiednie kwalfikacje, ale jest tez godna zaufania. ostatecznie do zalogi dolaczyl 'cichy' janek - mlody, na oko 20 letni chlopak, o ktorym nikt nic nie wiedzial, ale kazdy go znal. do tej pory nie udalo sie ustalic prawdziwej tozsamosci janka. poza kapitanem i jankiem, zaloge stanowilo jeszcze 3 mezczyzn. bracia robert 'robbi' i krzysztof k. oraz hubert 'super' u.
pierwsze wyplyniecie kutra zaplanowano na dzien 13.07 - matki boskiej rybnej - zwyczajowo w tym dniu otwiera sie sezon lowny. mimo, iz wszystkie inne jednostki wyplynely na otwarte morze, 'teczowa jutrzenka' zostala w porcie. z tego co udalo sie ustalic wsrod kurew portowych oraz jednorekiego barmana wynika, ze przez caly dzien nikt nie mogl skonatkowac
sie z jankiem. wrocil on do tawerny okolo godziny 4 rano dnia 14.07. tym co zapamietali wszyscy byl zamglony wzrok cichego oraz tajemnicze zawiniatko. byl to nieduzy szescian, zawiniety w brudna szmate - wspomina jeden z moich rozmowcow.
dnia 14.07 o godzinie 7.25 'teczowa jutrzenka' wyplywa w swoj ostatni rejs. gdy jednostka nie wrocila na noc do portu, zarzadca wielokrotnie probowal skontaktowac sie droga radiowa z jutrzenka - bezskutecznie. nastepnego ranka zaalarmowane sluzby ratunkowe rozpoczely poszukiwania. cale znikniecie bylo o tyle tajemnicze, ze zaden inny kuter nie widzial jutrzenki, a doskonale warunki pogodowe pozwalaly wykluczyc hipoteze o zatopieniu jednostki.
szesc dni po wyplynieciu z portu jutrzenka dodryfowala w okolice hamburga. to co ujrzala ekipa ratunkowa wkraczajac na poklad bylo niczym scena z taniego horroru. specjalna miedzynarodowa komisja okreslila to 'masowym samobojstwem z nieznanych przyczyn'. na pokladzie byly 4 potwornie zmasakrowane ciala. kapitan strzelil sobie harpunem w otwarte usta, robert k. powiesil sie na lnianym sznurze. krzysztof k. utopil sie w beczce ze sledziami,
hubert u. przecial sobie krtan. najbardziej szokujacym elementem jest to, ze wszyscy przed smiercia wydlubali sobie oczy. nigdy nie odnaleziono zwlok janka.
zespol sledczy nie zdolal ustalic przyczyn tego zajscia. w organizmach samobojcow nie wykryto srodkow odurzajacych, nie ma takze podstawy, aby sadzic, ze zostali do tego w jakikolwiek sposob zmuszeni.
dziennik pokladowy, do ktorego mialem dostep nie przynosi rozwiazania tajemnicy - nie ma w nim przejawow jakichkolwiek anomalii czy dziwnego zachowania zalogi. takze prywatny dziennik roberta k. nie tlumaczy owych tajemniczych zajsc. jednakze mi, dzieki charakterowi mojej pracy udalo sie dostac do tajnych akt, dotyczacych tego zajscia. na pokladzie zespol odkryl serie niepokojacych zdjec. nieoficjalnie udalo mi sie dowiedziec, ze sledczy, ktorzy pracowali przy badaniu owych fotografii, mieli pozniej sklonnosc do zaburzen psychicznych. jeden z technikow popelnil niedlugo pozniej samobojstwo.
teraz bedziecie mieli szanse, zobaczyc ta fotografie. jednakze prosze was o przeczytanie moich wytycznych, zanim klikniecie w link.
1. to nie sa zarty - po kliknieciu zobaczysz cos, co zmieni twoje zycie. nie jest to usmiechniety pies czy randomowe piksele - to jest zycie.
2. nie ogladaj tych zdjec w samotnosci. same zdjecia z pewnoscia nie maja takiej mocy, jak zobaczenie tego na zywo, ale nie badz zbyt pewny siebie.
lepiej, zebys mial kogos kto ci pomoze otrzasnac sie z ewentualnej psychozy (osoba ta nie moze ogladac tych zdjec!)
3. jezeli jestes podatny na autosugestie/hipnoze/cokolwiek-innego nie klikaj. nie jest to cos, co moze ogladac osoba o slabych nerwach.
4. nie jest to material dla osob niepelnoletnich, ani kobiet w ciazy - nie chce miec nikogo na sumieniu, wiec prosze nie krzywdz siebie i innych.
5. WCHODZISZ NA WLASNA ODPOWIEDZIALNOSC. NIE MAM ZAMIARU WYSLUCHIWAC LAMENTOW TWOJEJ MATKI, ZE ZNISZCZYLEM CI ZYCIE. KLIKAJAC NA LINK BIERZESZ
WSZYSTKIE POTENCJALNE KONSEKWENCJE NA SIEBIE I MOZESZ JE ZWALAC JEDYNIE NA WLASNA CIEKAWOSC.
http://i.imgur.com/PYcEv.jpg
historia ta wydazyla sie w roku 1992. cala akcja rozegrala sie w polsce, gdzies na akwenach lownych baltyku. jak kazdej wiosny lukasz c. kapitan 'teczowej jutrzenki' przygotowywal swoj kuter do sezonu lownego. kuter ten posiadal niejasna przeszlosc i sam kapitan nie potrafil wyjasnic (lub nie chcial) w jaki sposob wszedl w jego posiadanie. podczas prac naprawczych nastapil wypadek, ktory zapoczatkowal cala tragedie. w trakcie konserwacji silnika, wspolwlasciciel lajby i wieloletni przyjaciel kapitana stracil 4 palce lewej dloni. od tamtej pory wspomniany przyjaciel nazywal ocalony palec 'palcem-grzebalcem' i wprawial znajomych w zaklopotanie, robiac zarty nieprzystajace
staremu wilkowi morskiemu. jednakze nie to stanowilo najwiekszy problem lukasza.
mimo, ze do odwarcia sezonu zostal niecaly tydzien, nadal nie mial on skompletowanej zalogi. oczywistym jest, ze w tak krotkim czasie ciezko znalezc jest osobe, ktora nie tylko posiada odpowiednie kwalfikacje, ale jest tez godna zaufania. ostatecznie do zalogi dolaczyl 'cichy' janek - mlody, na oko 20 letni chlopak, o ktorym nikt nic nie wiedzial, ale kazdy go znal. do tej pory nie udalo sie ustalic prawdziwej tozsamosci janka. poza kapitanem i jankiem, zaloge stanowilo jeszcze 3 mezczyzn. bracia robert 'robbi' i krzysztof k. oraz hubert 'super' u.
pierwsze wyplyniecie kutra zaplanowano na dzien 13.07 - matki boskiej rybnej - zwyczajowo w tym dniu otwiera sie sezon lowny. mimo, iz wszystkie inne jednostki wyplynely na otwarte morze, 'teczowa jutrzenka' zostala w porcie. z tego co udalo sie ustalic wsrod kurew portowych oraz jednorekiego barmana wynika, ze przez caly dzien nikt nie mogl skonatkowac
sie z jankiem. wrocil on do tawerny okolo godziny 4 rano dnia 14.07. tym co zapamietali wszyscy byl zamglony wzrok cichego oraz tajemnicze zawiniatko. byl to nieduzy szescian, zawiniety w brudna szmate - wspomina jeden z moich rozmowcow.
dnia 14.07 o godzinie 7.25 'teczowa jutrzenka' wyplywa w swoj ostatni rejs. gdy jednostka nie wrocila na noc do portu, zarzadca wielokrotnie probowal skontaktowac sie droga radiowa z jutrzenka - bezskutecznie. nastepnego ranka zaalarmowane sluzby ratunkowe rozpoczely poszukiwania. cale znikniecie bylo o tyle tajemnicze, ze zaden inny kuter nie widzial jutrzenki, a doskonale warunki pogodowe pozwalaly wykluczyc hipoteze o zatopieniu jednostki.
szesc dni po wyplynieciu z portu jutrzenka dodryfowala w okolice hamburga. to co ujrzala ekipa ratunkowa wkraczajac na poklad bylo niczym scena z taniego horroru. specjalna miedzynarodowa komisja okreslila to 'masowym samobojstwem z nieznanych przyczyn'. na pokladzie byly 4 potwornie zmasakrowane ciala. kapitan strzelil sobie harpunem w otwarte usta, robert k. powiesil sie na lnianym sznurze. krzysztof k. utopil sie w beczce ze sledziami,
hubert u. przecial sobie krtan. najbardziej szokujacym elementem jest to, ze wszyscy przed smiercia wydlubali sobie oczy. nigdy nie odnaleziono zwlok janka.
zespol sledczy nie zdolal ustalic przyczyn tego zajscia. w organizmach samobojcow nie wykryto srodkow odurzajacych, nie ma takze podstawy, aby sadzic, ze zostali do tego w jakikolwiek sposob zmuszeni.
dziennik pokladowy, do ktorego mialem dostep nie przynosi rozwiazania tajemnicy - nie ma w nim przejawow jakichkolwiek anomalii czy dziwnego zachowania zalogi. takze prywatny dziennik roberta k. nie tlumaczy owych tajemniczych zajsc. jednakze mi, dzieki charakterowi mojej pracy udalo sie dostac do tajnych akt, dotyczacych tego zajscia. na pokladzie zespol odkryl serie niepokojacych zdjec. nieoficjalnie udalo mi sie dowiedziec, ze sledczy, ktorzy pracowali przy badaniu owych fotografii, mieli pozniej sklonnosc do zaburzen psychicznych. jeden z technikow popelnil niedlugo pozniej samobojstwo.
teraz bedziecie mieli szanse, zobaczyc ta fotografie. jednakze prosze was o przeczytanie moich wytycznych, zanim klikniecie w link.
1. to nie sa zarty - po kliknieciu zobaczysz cos, co zmieni twoje zycie. nie jest to usmiechniety pies czy randomowe piksele - to jest zycie.
2. nie ogladaj tych zdjec w samotnosci. same zdjecia z pewnoscia nie maja takiej mocy, jak zobaczenie tego na zywo, ale nie badz zbyt pewny siebie.
lepiej, zebys mial kogos kto ci pomoze otrzasnac sie z ewentualnej psychozy (osoba ta nie moze ogladac tych zdjec!)
3. jezeli jestes podatny na autosugestie/hipnoze/cokolwiek-innego nie klikaj. nie jest to cos, co moze ogladac osoba o slabych nerwach.
4. nie jest to material dla osob niepelnoletnich, ani kobiet w ciazy - nie chce miec nikogo na sumieniu, wiec prosze nie krzywdz siebie i innych.
5. WCHODZISZ NA WLASNA ODPOWIEDZIALNOSC. NIE MAM ZAMIARU WYSLUCHIWAC LAMENTOW TWOJEJ MATKI, ZE ZNISZCZYLEM CI ZYCIE. KLIKAJAC NA LINK BIERZESZ
WSZYSTKIE POTENCJALNE KONSEKWENCJE NA SIEBIE I MOZESZ JE ZWALAC JEDYNIE NA WLASNA CIEKAWOSC.
http://i.imgur.com/PYcEv.jpg
Reverse Korwin
- Bardzo proszę, prawica.
- Panie prezesie, bo tu pada takie pytanie, ponieważ mocno krytykuje pan rozwiązania wolnego rynku, yyyy, tej zimy było takie badanie, w którym kraju świata obywatele najmniej boją się o swoje finanse - pierwsze miejsce: Singapur, drugie miejsce: Brunei, trzecie: Hong-Kong.
- Ań a nie było Finlandii przypadkiem?
- Nie, nie było Finlandii.
- Nie było Finlandii?! Popatrz pan!
- No więc była, ale nie była w pierwszej trójce! Panie prezesie! Jednak tam funkcjonuje, jak to pan nazywa, ten wredny kapitalizm. Trzech na stu obywateli tylko boi się o swoje pieniążki, to chyba nie jest tak dużo? Może idźmy tą drogą, a nie socjalizmami, które mają 0,2 poparcia w społeczeństwie, co jest tragedią jakąś okrutną...
- Proszęęę pana, spośród dwóch armii, z których jedna siedzi w pieleszach, a druga wygrywa wojnę, ci pierwsi mniej boją się o swoje życie i oni przprzprzprzeżywają. Bo widzi pan, celem życia, nie jest walka o ideały.
- A co?
- To to to ja przepraszam, nie będę zastępował pańskich nauczycieli. Ludzie mają swoje ubezpieczenia socjalne, swoje zasiłki i chcą żyć i żreć, a pan chce tylko walczyć, to niech pan sobie walczy...
- Tak chcę walczyć!
- To niech pan sobie walczy i ryzykuje dalej!
- Mam nadzieję, że będę miał za co walczyć i ryzykować dalej panie prezesie!
- Proszę pana, jak powiedział, jak powiedział wybitny warszawianin - Szymon Tenenbaum - w strefie klimatu umiarkowanego, wśród runa leśnego są jejejejelenie!
- Super!
- One sobie walczą i ryzykują od tysięcy lat.
- Przykro mi, ale dobre wychowanie musi zastąpić faktografia, no ale nie jest pan normalnym człowiekiem.
- Panie prezesie odniosłem wrażenie, że po raz pierwszy, nie jest pan... jest pan któryś raz u nas w programie, ale pierwszy raz widzę pana wyprowadzonego z równowagi.
- Ja nie jestem wyprowadzony z równowagi, tylko usiłowałem podkreślić dobitnie, że mnie brzydzą tego typu poglądy, że najważniejsze jest walczyć o swoje ideały. Niestety celem życia nie są ideały, nie jest walka... Mnie, mnie uczono, za komuny to było, ale mnie uczono, że przezorny zawsze ubezpieczony, a was się uczy "Kto nie ryzykuje ten nie je", tfu!
- Panie prezesie, bo tu pada takie pytanie, ponieważ mocno krytykuje pan rozwiązania wolnego rynku, yyyy, tej zimy było takie badanie, w którym kraju świata obywatele najmniej boją się o swoje finanse - pierwsze miejsce: Singapur, drugie miejsce: Brunei, trzecie: Hong-Kong.
- Ań a nie było Finlandii przypadkiem?
- Nie, nie było Finlandii.
- Nie było Finlandii?! Popatrz pan!
- No więc była, ale nie była w pierwszej trójce! Panie prezesie! Jednak tam funkcjonuje, jak to pan nazywa, ten wredny kapitalizm. Trzech na stu obywateli tylko boi się o swoje pieniążki, to chyba nie jest tak dużo? Może idźmy tą drogą, a nie socjalizmami, które mają 0,2 poparcia w społeczeństwie, co jest tragedią jakąś okrutną...
- Proszęęę pana, spośród dwóch armii, z których jedna siedzi w pieleszach, a druga wygrywa wojnę, ci pierwsi mniej boją się o swoje życie i oni przprzprzprzeżywają. Bo widzi pan, celem życia, nie jest walka o ideały.
- A co?
- To to to ja przepraszam, nie będę zastępował pańskich nauczycieli. Ludzie mają swoje ubezpieczenia socjalne, swoje zasiłki i chcą żyć i żreć, a pan chce tylko walczyć, to niech pan sobie walczy...
- Tak chcę walczyć!
- To niech pan sobie walczy i ryzykuje dalej!
- Mam nadzieję, że będę miał za co walczyć i ryzykować dalej panie prezesie!
- Proszę pana, jak powiedział, jak powiedział wybitny warszawianin - Szymon Tenenbaum - w strefie klimatu umiarkowanego, wśród runa leśnego są jejejejelenie!
- Super!
- One sobie walczą i ryzykują od tysięcy lat.
- Przykro mi, ale dobre wychowanie musi zastąpić faktografia, no ale nie jest pan normalnym człowiekiem.
- Panie prezesie odniosłem wrażenie, że po raz pierwszy, nie jest pan... jest pan któryś raz u nas w programie, ale pierwszy raz widzę pana wyprowadzonego z równowagi.
- Ja nie jestem wyprowadzony z równowagi, tylko usiłowałem podkreślić dobitnie, że mnie brzydzą tego typu poglądy, że najważniejsze jest walczyć o swoje ideały. Niestety celem życia nie są ideały, nie jest walka... Mnie, mnie uczono, za komuny to było, ale mnie uczono, że przezorny zawsze ubezpieczony, a was się uczy "Kto nie ryzykuje ten nie je", tfu!
Anon na weselu vol.2
Jesienią byłem na weselu jakiejś dalekiej rodziny. Siadamy do stołu a tu
nagle trzy miejsca ode mnie siedzi chluba Polskiego Związku
Narciarskiego i kierowca rajdowy Adam Małysz. Na początku jak było
pierwsze danie to wszyscy dookoła byli bardzo nieśmiali bo tak ich
olśniła osoba Adama, tylko jego żona Izabela mu cały czas podsuwała
łyżkę z rosołem pod usta i namawiała żeby zjadł trochę ale Małysz mówił,
że głodny nie jest, że nie chce. No to Iza Małyszowa wyjęła ukradkiem z
torebki bułkę z bananem i dała naszemu Adasiowi, to spałaszował od
razu, ze smakiem. Jak już wszyscy wypili po kilka kieliszków to ludzie
nabrali trochę kurażu i zaczęli zagadywać, co Adam robi z nami na weselu
i okazało się, że jest bratem ciotecznym ojca panny młodej. Wszyscy
zaczęli Małyszowi mówić jak to go szanują i jakich nam wzruszeń
dostarczył swoimi skokami a Małysz dziękował i z nami pił. Ze mną też.
Przed samymi oczepinami wyszedłem zapalić i akurat Adaś też stał na szlugu to zaczęliśmy sobie rozmawiać i mu pijany wyznałem, że jak byłem mały to moim największym marzeniem było skakać tak jak on, i jak gdzieś w gazecie było jego zdjęcie to wycinałem i sobie wklejałem do specjalnego zeszytu. Adam mi na to mówi, że płynie w nas ta sama krew więc gdybym tylko chciał to mógłbym skakać tak jak on. Ja na to mówię, że nie wierzę w to bo nie jestem taki lekki jak piórko jak on. Małysz mi powiedział, że mi pokaże, że też mogę latać.
Ustawił mnie na szczycie schodów przed salą weselną, pokazał właściwą pozycję do startu i jak się wybić i pouczył żeby w locie się wygiąć tak aerodynamicznie a potem to lądowanie to jak już uważam- albo na dwie nogi albo telemarkiem. Nie powiem, bałem się trochę ale Adam powiedział, że muszę tylko uwierzyć w siebie a wtedy wszystko będzie możliwe. No to wybiłem się z całej siły i poszybowałem w powietrzu, ale doleciałem tylko do połowy schodów i pierdolnąłem tak, że straciłem przytomność.
Jak się obudziłem to Małysza już nie było tylko lekarze mnie zbierali z ziemi i wsadzali do karetki a moja matka płakała. Skończyło się na wybitej rzepce, złamaniu nadgarstka, rozcięciu głowy i wstrząśnieniu mózgu, przez co musiałem 3 dni spędzić w szpitalu.
Pierdolony Adaś mnie podpuścił dla żartu, bo nie było w nas tej samej krwi, tylko ja byłem ze strony pana młodego a on panny młodej.
Przed samymi oczepinami wyszedłem zapalić i akurat Adaś też stał na szlugu to zaczęliśmy sobie rozmawiać i mu pijany wyznałem, że jak byłem mały to moim największym marzeniem było skakać tak jak on, i jak gdzieś w gazecie było jego zdjęcie to wycinałem i sobie wklejałem do specjalnego zeszytu. Adam mi na to mówi, że płynie w nas ta sama krew więc gdybym tylko chciał to mógłbym skakać tak jak on. Ja na to mówię, że nie wierzę w to bo nie jestem taki lekki jak piórko jak on. Małysz mi powiedział, że mi pokaże, że też mogę latać.
Ustawił mnie na szczycie schodów przed salą weselną, pokazał właściwą pozycję do startu i jak się wybić i pouczył żeby w locie się wygiąć tak aerodynamicznie a potem to lądowanie to jak już uważam- albo na dwie nogi albo telemarkiem. Nie powiem, bałem się trochę ale Adam powiedział, że muszę tylko uwierzyć w siebie a wtedy wszystko będzie możliwe. No to wybiłem się z całej siły i poszybowałem w powietrzu, ale doleciałem tylko do połowy schodów i pierdolnąłem tak, że straciłem przytomność.
Jak się obudziłem to Małysza już nie było tylko lekarze mnie zbierali z ziemi i wsadzali do karetki a moja matka płakała. Skończyło się na wybitej rzepce, złamaniu nadgarstka, rozcięciu głowy i wstrząśnieniu mózgu, przez co musiałem 3 dni spędzić w szpitalu.
Pierdolony Adaś mnie podpuścił dla żartu, bo nie było w nas tej samej krwi, tylko ja byłem ze strony pana młodego a on panny młodej.
Anon na weselu
>siedz cale wesele za stolem przestraszona_mina.jpg mocno
>podchodzi do ciebie mama i przedstawia ci jakas loszke 7/10 rok starsza
>o kurwancka
>wszystko idzie dobrze, juz ma sobie isc
>nagle mamele wali tekst w stylu "a moze byc go wziela do tanca bo on taki siedzi sam co"
>karynka sie zgadza
>cale zycie staje przed oczami czyli widze kape xD
>nie wiedz co zrobic, slabo ci, mdlejesz prawie, nogi z waty
>idz bo co masz zrobic
>wchodzisz na parkiet i odpierdala sie taka inba, ze dobrze tego nie pamietam, bo stracilem pamiec ze stresow
>pamietaj tylko, ze nadeplanles karynce pare razy na stope, zderzyliscie sie kilka razy i raz nawet jak chciala sie tak przekrecic, owinac wokol mojej reki, to wyjebales jej technicznego gonga w ryj
>also potracenie kazdego janusza na parkiecie
>karynka nie wie co robicz, w pewnym momencie mowi, ze juz starczy na szczescie ona byla sympatyczna i nic sobie z tego nie zrobila, abo bynajmniej udawala
>czujesz najlepiej w zyciu, idziesz sie z radosci wysrac bo wczesniej mi sie bardzo chcialo a nie moglem z nerwow, co tez dostarczalo mi over 8000 prbolemow, nie mowiac o scenie na parkiecie kiedy musialem zaciskac poslady hard
>do konca imprezy w sumie czuj dobrze, januszki troche podsmiechuja
>w domu kilka tygodni wpadaj w napady zazenowania jak tylko sobie o tym przypomnisz
>podchodzi do ciebie mama i przedstawia ci jakas loszke 7/10 rok starsza
>o kurwancka
>wszystko idzie dobrze, juz ma sobie isc
>nagle mamele wali tekst w stylu "a moze byc go wziela do tanca bo on taki siedzi sam co"
>karynka sie zgadza
>cale zycie staje przed oczami czyli widze kape xD
>nie wiedz co zrobic, slabo ci, mdlejesz prawie, nogi z waty
>idz bo co masz zrobic
>wchodzisz na parkiet i odpierdala sie taka inba, ze dobrze tego nie pamietam, bo stracilem pamiec ze stresow
>pamietaj tylko, ze nadeplanles karynce pare razy na stope, zderzyliscie sie kilka razy i raz nawet jak chciala sie tak przekrecic, owinac wokol mojej reki, to wyjebales jej technicznego gonga w ryj
>also potracenie kazdego janusza na parkiecie
>karynka nie wie co robicz, w pewnym momencie mowi, ze juz starczy na szczescie ona byla sympatyczna i nic sobie z tego nie zrobila, abo bynajmniej udawala
>czujesz najlepiej w zyciu, idziesz sie z radosci wysrac bo wczesniej mi sie bardzo chcialo a nie moglem z nerwow, co tez dostarczalo mi over 8000 prbolemow, nie mowiac o scenie na parkiecie kiedy musialem zaciskac poslady hard
>do konca imprezy w sumie czuj dobrze, januszki troche podsmiechuja
>w domu kilka tygodni wpadaj w napady zazenowania jak tylko sobie o tym przypomnisz
Od zawsze, ale to kurwa zawsze mnie zastanawiało co się odjebało na tym gifie...
Od zawsze, ale to kurwa zawsze mnie zastanawiało co się odjebało na tym gifie i w końcu wymyśliłem:
Pan w żółtej koszuli, nazwijmy go Robert, pracował od 30 lat jako tramwajarz. Codziennie o 6 rano wyruszał swoim żółtym tramwajem w miasto aby o 14 skończyć pracę i o 15 wrócić do domu. Chyba, że wyskoczył jeszcze z kolegami z zajedzni na piwko, wtedy wracał o 17.
W domu czekała na niego jego żona, nazwijmy ją Bożena, z obiadem i pytaniem jak było w pracy oraz ewentualnie jeżeli był na piwie z kolegami to z pretensją dlaczego wrócił tak późno i, że czuć od niego piwskiem.
Ich pożycie małżeńskie zanikło około 40 roku życia. Potem były jeszcze jakies pojedyncze epizody, najczęściej gdy Robert się najebał i zaczynał dobierać się do żony, która odpędzała go mówiąc, że nie jest jakaś pierwsza lepsza i z pijanym do łóżka nie pójdzie.
Monotonię ich życia przerwała wiadomość o ślubie bratanka Roberta, nazwijmy go Krzyśkiem. Krzysiek był chłopakiem zaradnym życiowo, przedstawicielem handlowym znanej firmy produkującej kostkę brukową. Z tego powodu wiadomo było, że wesele będzie na poziomie więc Bożena sama wystroiła się jak mogła i Robertowi też kupiła nową, żółciutką koszulę i krawat z tworzywa sztucznego.
Wesele przebiegało standardowo. Po części oficjalnej składającej się z pocałowania bochenka chleba, wypicia kieliszka wódki przez państwa młodych oraz podziękowań dla ich rodziców można było już pić do woli bez obaw o swoją reputację. Robert wódkę lubił, a że w tej sytuacji miał do picia jej słuszną okazję to sobie nie żałował. Po kilkunastu kieliszkach wypitych z różnymi współbiesiadnikami uwagę Roberta przykuły czerwone włosy siedzącej kilka krzeseł od niego kobiety. Zaczął zagadywać, elegancko się przedstawił, okazało się, że kobieta jest ciotką panny młodej, nazwijmy ją Edyta. Zawarcie znajomości zwieńczyli bruderszaftem, na co Bożena patrzyła krzywo ale nie chciała robić scen przy ludziach.
Po kilku kolejnych kieliszkach kapela zagrała jeden z ulubionych przebojów Roberta- "Bo do tanga trzeba dwojga" Budki Suflera. Zdobył się na odwagę i poprosił Edytę do tańca. Na wymowne spojrzenie żony zareagował- przecież jest wesele, nie będę siedział całą noc przy stole, uspokój się, wszyscy patrzą.
Zaczęli tańczyć, w głowie Roberta szumiał już wypity alkohol. Edyta miała ładne kolczyki, płomienne włosy i okazale prezentujący się przez duży dekolt biust. Tańczyła trochę jak w telewizji, bynajmniej tak się mu wydawało. Jej zalotne spojrzenie oraz podskakujące delikatnie w tańcu piersi rozgrzały go już do czerwoności. Kiedy wokalista zaśpiewał "nigdy więcej na tej sali nie spotkamy się" Robert nie wytrzymał i zamachał językiem tak, jak widywał to na 650 kanale telewizji kablowej w nocy. Chciał pokazać, że ma w sobie jeszcze męską krzepę.
Zobaczyło to kilka osób z rodziny. Jakaś kobieta zaraz powiadomiła o zajściu Bożenę, które resztę nocy spędziła płacząc w toalecie nad swoim zmarnowanym życiem. Robert został zaprowadzony do stolików przed salą weselną przez swojego brata. Siedział tam, palił papierosy i pił wódkę z tymi gośćmi weselnymi, którzy się akurat nawinęli.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



